Checklista strony firmowej przed pozycjonowaniem

9 min czytaniaKarol Dąbrowa

Przed SEO: indeks, czysta mapa witryny, CTA, bez cienkich podstron. Checklista mówi, co musi być zielone, zanim abonament ma sens.

Ludzik odhacza zieloną checklistę przed SEO: indeks, mapa, CTA - wszystko świeci.

Zanim zapłacisz za frazy, strona musi być w indeksie, z mapą witryny bez sprzeczności, z widocznym CTA i bez cienkich podstron, których Google nie ma po co trzymać. Ta checklista mówi, co ma być zielone, zanim abonament miesięcznie ma sens. Jeśli fundament pada, wracamy do wdrożenia; jeśli stoi, idziemy w treści - bez obietnicy „top od zaraz”.

Pozycjonowanie na stronie, która nie jest gotowa, wygląda jak praca. Raporty idą, teksty też, a zapytań brak. Często powód jest nudny: noindex, mapa witryny pełna śmieci, brak przycisku „napisz”, albo dwadzieścia URL-i, których Google nie ma po co trzymać.

Jestem Karol Dąbrowa, ŁEBmajster. Ta checklista jest mostem do widoczności. Nie zastępuje abonamentu. Mówi, co musi być zielone, zanim miesięcznie ma sens. Pracuję z Warszawy. Napisz na kontakt. Nie wymuszam telefonu pod mapy.

Jeśli po liście wyjdzie, że silnik nie dźwignie, wracamy do kolejności strona czy SEO albo do przeniesienie wyglądu i treści na nowy silnik Jeśli wyjdzie, że fundament stoi, idziemy w treści. Audyt, nie pakiet „top od zaraz”.

Indeks, sitemap, noindex

Najpierw: czy Google w ogóle ma stronę w indeksie. Wpisujesz w wyszukiwarkę zapytanie z adresem albo sprawdzasz pokrycie w Search Console. Brak w indeksie to nie „słabe SEO”. To diagnostyka. Czasem robots, czasem noindex z czasów testu, czasem kanoniczne na wersję roboczą, czasem świeża domena, której nikt nie zgłosił.

Mapa witryny ma wymieniać adresy, które chcesz pokazywać. Status 200, kanoniczne na siebie, bez noindex. Jeśli mapa zgłasza strony, które jednocześnie mówią „nie indeksuj”, wysyłasz sprzeczny sygnał. Google zwykle posłucha noindex, ale mapa traci wiarygodność, a Ty gubisz się w raporcie. Albo wyjmujesz URL z mapy, albo zdejmujesz noindex. Nigdy oba na raz.

W mapie nie powinno być przekierowań, błędów 404, koszyka, podziękowania za formularz, parametrów z kampanii, duplikatów z www i bez www. Mała strona firmowa ma krótką mapę. To zaleta. Długa mapa pełna archiwów i tagów to nie „więcej SEO”. To więcej sprzątania.

Search Console podpinam ja. Nie musisz logować się codziennie. Musisz dać dostęp albo potwierdzenie, że domena jest Twoja. Po starcie zgłaszam mapę i patrzę, co Google wyklucza. To jest pierwszy tydzień pracy, nie pierwszy miesiąc pisania pod frazy, których jeszcze nie ma kto zaindeksować.

szybka strona na telefonie na kluczowych widokach nie jest osobną checklistą marketingową. Jest warunkiem, żeby treść w ogóle mogła konkurować. Jeśli pomiar leży przez builder, nie startujemy z kalendarzem wpisów. Najpierw wdrożenie, które da się utrzymać. Nazw narzędzi nie wypisuję. Skutek tak: pierwszy ekran, który nie karze klienta za telefon.

Kanoniczne, https, jedna wersja hosta. Nuda, która zjada budżet, gdy jest źle. Dwie wersje strony w indeksie to dwa słabsze wyniki zamiast jednego. Zanim ktoś sprzedaje Ci linki, niech pokaże, że indeks jest jeden. Inaczej płacisz za wzmacnianie bałaganu.

Robots.txt nie ma blokować oferty „na wszelki wypadek”. Ma nie wpuszczać robota w administrację i w koszyk, jeśli sklep jest. Zła kombinacja to: oferta zablokowana, a w mapie zgłoszona. Albo testowa subdomena otwarta na świat. Checklista przed SEO zaczyna się od tego, nie od listy fraz w arkuszu. Frazy poczekają. Indeks nie poczeka, jeśli raz nauczysz Google, że ta domena to bałagan.

Jeśli Search Console pokazuje „wykluczone przez noindex” na stronie głównej, nie kupujesz treści. Kupujesz godzinę diagnostyki. Często to checkbox „zniechęcaj wyszukiwarki” z czasów wdrożenia, którego nikt nie odhaczył. Tanie w naprawie, drogie w kwartale, w którym płaciłeś za pozycjonowanie w ciemno.

Ludzik pokazuje zielone światła techniczne, zanim włączy abonament treści SEO.
Ludzik pokazuje zielone światła techniczne, zanim włączy abonament treści SEO.

CTA i dane firmy (bez wymuszania NAP)

Strona, której nie da się skończyć zapytaniem, nie zasługuje na pozycjonowanie. CTA ma być widoczne: napisz, wyślij formularz, zamów rozmowę zwrotną. Na moich stronach mail i formularz są wystarczające. Na Twojej może być telefon, jeśli tak sprzedajesz. Nie dokładam numeru, żeby „mieć NAP”.

NAP to nazwa, adres, telefon. Spójne dane pomagają mapom i zaufaniu. Jeśli nie publikujesz telefonu, nie obiecuję map. Publikujesz mail i NIP, adres siedziby jeśli chcesz, formularz z RODO. To jest komplet do organiki i do zapytań. Mapy zostawiamy na świadomą decyzję, nie na wpis w umowie SEO.

Dane firmy w stopce nie mogą kłócić się z regulaminem i z wizytówką, jeśli wizytówkę masz. Inna nazwa w tytule, inna na fakturze, inna w mailu od biura. Klient i Google lubią jedną wersję. Przed SEO porządkujemy to w tekstach, które akceptujesz.

Formularz, który nie dochodzi, jest gorszy niż brak formularza. Test wysyłki jest na checkliście. Captcha, która blokuje ludzi, też. Cel: da się napisać z telefonu jedną ręką. Jeśli CTA jest schowane pod sliderem, najpierw układ, potem frazy. 5 sekund na pierwszym ekranie: co to, dla kogo, co kliknąć.

Nie buduję dwunastu podstron dzielnic, żeby „było lokalnie”. Warszawa w treści jako fakt. Exact urzędowy nie jest celem. To samo, co we wpisie czego nie robić przy stronie firmowej Checklista przed SEO ma wycinać takie pomysły, nie je wdrażać.

Jeśli nie ma kim być w Google, nie ma kogo pozycjonować. Brak „o firmie”, brak zakresu, brak realizacji. Wtedy nie startujemy z abonamentem. Dopisujemy podstrony, które mają treść, w wycenie strony albo w opiece, jeśli to krótkie uzupełnienie. Linki na pustkę są drogie i niesmaczne.

Treści, których Google nie ma po co indeksować

Nie każda podstrona zasługuje na indeks. Polityka cookies w pięciu wariantach, puste tagi, archiwa dat, „oferta” skopiowana na dwanaście miast, podziękowanie po formularzu, wyniki wyszukiwarki wewnętrznej. To szum. Albo noindex i poza mapą, albo w ogóle nie publikujemy.

Cienka strona „usługa + dzielnica” z trzema zdaniami nie wygra z firmą, która opisała proces, ceny czas realizacji i CTA. Przed SEO lepiej scalić niż produkować więcej pustki. Dwa dobre URL-e biją dwadzieścia słabych. To nie jest hasło. To jest to, co widać w pokryciu po kwartale.

Blog ma odpowiadać na pytanie, nie na „musimy mieć content”. Jeden temat, jeden adres, długość wynikająca z tego, co już jest w wynikach. Kalendarz dwóch wpisów tygodniowo ma sens, gdy jest co powiedzieć i ktoś to akceptuje. W przeciwnym razie abonament spala się na tekstach, których nie chcesz podpisać.

Duplikaty: http i https, parametry, ta sama oferta w PDF i w HTML z identycznym akapitem. Wybieramy kanoniczną wersję. PDF cennika może zostać jako plik. Nie musi być osobnym adresem w indeksie. Nie używam żargonu paczek podstron. Używam zasady: jedna intencja, jeden URL.

Sklep, jeśli jest, nie indeksuje pustych filtrów i koszyka. Karty bez ceny i bez zdjęcia nie idą do mapy. Reklamy i tak nie od dnia 1. Najpierw to, co ma prawo być w Google. Potem ewentualnie media, poza tą checklistą.

Gdy lista jest odhaczona, pozycjonowanie ma z czego korzystać: technika, CTA, treści z intencją. Zakres i to, czego w tej kwocie nie ma, jest na ofercie pozycjonowania Wdrożenie, jeśli fundament padł, na stronach internetowych Checklista nie jest produktem. Jest hamulcem przed przelewem.

Ostatni punkt, który pomijają listy „50 rzeczy SEO”: kto akceptuje tekst. Jeśli nie ma czasu czytać, nie ma kalendarza dwóch wpisów tygodniowo. Lepiej jeden tekst miesięcznie, który podpiszesz, niż osiem, których nie chcesz. W audycie pytam o to wprost. Abonament  nie zastąpi Twojej decyzji, czy wolno opublikować cenę „od” i zdjęcie realizacji.

Drukuj tę listę albo trzymaj w mailu. Indeks oferty. Mapa bez noindex. Jedna wersja adresu. Formularz, który dochodzi. CTA widoczne w 5 sekund. Dane firmy spójne, bez wymuszania telefonu. Cienkie dzielnice i puste tagi poza indeksem. PageSpeed, który nie karze za telefon. Dopiero wtedy abonament. Inaczej pozycjonowanie jest teatrem raportów.

Jeśli po audycie połowa punktów jest czerwona, nie zaczynamy fraz „żeby miesiąc się nie zmarnował”. Marnuje się właśnie wtedy. Najpierw strona: 1 200 albo 2, albo przeniesienie wyglądu i treści na nowy silnik. Potem treści. Linki na końcu. Tę samą kolejność rozpisuję we wpisie o stronie albo pozycjonowaniu. Checklista jest hamulcem. Skorzystaj z niego, zanim wyślesz przelew za frazy, których Google nie ma gdzie przypiąć.

Na Mazowszu ta lista wygląda tak samo jak w Warszawie. Inny jest tylko SERP: w stolicy exact bywa urzędowy, w Radomiu i Siedlcach bywa cienki. Checklista nie zmienia się od miasta. Zmienia się to, czego nie doklejamy: dzielnic, map bez telefonu, treści bez akceptacji. Reszta jest techniką i CTA. To da się odhaczyć mailem, bez panelu i bez warsztatu.

Checklista nie zastępuje audytu, ale odcina pół przypadków, w których „pozycjonowanie nie działa”, bo strona ma noindex, pusty title albo formularz, który nie dochodzi. Zanim zapłacisz za treści, odhacz: czy Google zna adres (operator site), czy mapa strony jest w Search Console, czy kanoniczne nie wskazują na staging, czy na telefonie widać jedną obietnicę i jeden przycisk.

Dane firmy: NIP i mail wystarczą do zaufania B2B. Telefon publikuj, jeśli chcesz go odbierać. Nie publikuj, a potem nie wymagaj Map. CTA ma prowadzić do formularza, który naprawdę spada na skrzynkę, nie na folder, którego nikt nie czyta.

Treści, których nie indeksować: podziękowanie po formularzu, duplikaty tagów, puste kategorie, środowiska testowe. Zanim ruszymy blog, sprzątamy to, co Google już zbiera jako śmieć. Inaczej nowe teksty toną w sygnale „ta domena nie wie, co jest ważne”.

FAQ

Czy strona bez telefonu może iść do pozycjonowania

Tak, jeśli ma mail albo formularz i da się z niej wysłać zapytanie. Nie obiecuję wtedy map Google. Obiecuję organiczne wyniki i treści, które odpowiadają na pytanie klienta. NAP z telefonem jest potrzebny mapom, nie każdemu modelowi sprzedaży. Wiele firm B2B zbiera zlecenia mailem. Checklista wymaga CTA, nie publicznego numeru na siłę.

Ile punktów z listy musi być zielonych, zanim płacę abonament

Indeks oferty, czysta mapa, brak noindex na stronach, które mają zbierać ruch, działający formularz, jedna wersja adresu, mierzalny PageSpeed. Jeśli tego nie ma, abonament idzie w próżnię. Treści i linki czekają. Czasem to tydzień poprawek, czasem przebudowa. Audyt mówi który wariant, zanim wystawisz stałe zlecenie na frazy.

Czy polityka prywatności i cookies mają być w SEO

Mają być na stronie, bo tak pracujemy z danymi. Nie mają być celem fraz i nie muszą puchnąć w mapie jako osobne „lądowania”. Google nie szuka Twojej polityki, żeby zamówić usługę. Szuka oferty i rozwiązania problemu. Te dokumenty zostają dostępne, spójne, bez noindex jeśli mają być publiczne, ale nie zjadają kalendarza treści. Priorytet ma to, co klient wpisuje przed zakupem.

Zakres usług i orientacyjne widełki: oferta ŁEBmajster.

Autor

Karol Dąbrowa

Webmaster i specjalista SEO z Warszawy. Buduję strony i sklepy dla lokalnych firm z Mazowsza i dbam o nie po starcie.

Poznaj mnie bliżej

Kontakt

Napisz do mnie

Opisz krótko firmę i czego potrzebujesz. Odpiszę mailem.

Odbierz darmową wycenę