Stronę dla firmy z Warszawy, Radomia, Siedlec, Piaseczna albo Grójca da się zrobić bez warsztatu na cztery godziny. Brief idzie mailem, akceptujesz teksty i układ, a ja dzwonię z numeru prywatnego tylko gdy rozmowa naprawdę odblokuje decyzję. Ceny wdrożenia: wdrożenie i opieka - dojazd na Mazowsze jest wyjątkiem, nie pozycją w każdej fakturze.
Szukasz kogoś do strony i w ofercie widzisz „spotkanie w biurze”, „warsztat odkrywczy”, dojazd w cenie albo poza nią. Jeśli prowadzisz firmę w Warszawie, Radomiu, Siedlcach, Piasecznie albo Grójcu, kalendarz i tak jest pełny. Cztery godziny w salce nie zrobią lepszej strony. Zrobią droższą.
Jestem Karol Dąbrowa, ŁEBmajster. Pracuję z Warszawy. Współpraca wygląda tak: piszesz, przesyłasz materiały, akceptujesz. Nie mam publicznego telefonu na stronie. Jest formularz i mail. Gdy rozmowa przyspieszy decyzję, dzwonię ja, z numeru prywatnego, po umówieniu.
Dojazd jest wyjątkiem, nie produktem. Poniżej rozkładam, jak wygląda brief, akceptacja i moment, w którym naprawdę wsiadam w samochód. Ceny wdrożenia zostają te same: wdrożenie i opieka. Lokalizacja na Mazowszu ich nie podbija „za dojazd w każdą środę”.
Brief mailem, nie warsztat na 4 godziny
Brief, którego potrzebuję, mieści się w jednej wiadomości i załącznikach. Co sprzedajesz, komu, jaki jest jeden główny cel strony, jakie masz zdjęcia i teksty, jaki jest adres obecnej witryny. Jeśli masz logo i kolory, dołączasz. Jeśli nie, pracujemy na tym, co jest, bez udawania rebrandingu w cenie strony.
Warsztat na cztery godziny w agencji służy zespołowi, który musi się zgrać. Ja jestem jedną osobą. Pytania, które padłyby na tablicy, i tak muszę zamienić w strukturę podstron i w teksty do Twojej akceptacji. Szybciej jest, gdy od razu piszesz faktami: „cennik się zmienia co sezon”, „klienci dzwonią po pomiar”, „nie chcę panelu”.
Nie zbieram dwunastu osób z Twojej firmy do wideokonferencji. Jeśli decyzję podejmujesz Ty, korespondujemy Ty i ja. Jeśli musi spojrzeć wspólnik, wysyłasz mu szkic, zbierasz uwagi w jednym mailu. Dzięki temu nie poprawiam trzeciej wersji po kimś, kto nie był na kick-offie, bo kick-offu nie było.
Firmy z Radomia i Siedlec często mają produkcję, hurt albo usługi B2B. Tam brief jest prostszy niż w gastronomii śródmieścia: zakres, realizacje, kontakt, czasem katalog. Firmy z Piaseczna i Grójca bywają usługami dla południa Warszawy albo dla powiatu. Nie potrzebują osobnego scenariusza „dla miasta”. Potrzebują strony, która działa na telefonie w aucie między zleceniami.
Po briefie odpisuję, która półka wyceny pasuje i czego brakuje. Jeśli materiałów nie ma, nie udaję, że „jakoś napiszę z internetu”. Piszę propozycję, Ty poprawiasz nazewnictwo branżowe. To Twoja firma. Ja nie znam Twoich stawek lepiej niż Ty.
W Warszawie brief bywa dłuższy, bo więcej osób „musi spojrzeć”. W Radomiu i Siedlcach częściej dostaję konkret: maszyny, zakres B2B, zdjęcia hali. W Piasecznie i Grójcu bywa mix: usługa dla stolicy plus lokalni stali klienci. Nie zmieniam przez to szablonu współpracy. Zmieniam pytania. Ile dojazdów, czy cennik jest publiczny, czy zapytanie ma iść mailem, bo na budowie nikt nie siada do panelu. To są fakty, nie powód, żeby robić dwanaście osobnych opisów miast.
Jeśli ktoś wymaga spotkania na miejscu przed wyceną, nie jestem jego wykonawcą. Wycena schodzi z briefu. Spotkanie, jeśli w ogóle, jest po decyzji, gdy jest co oglądać albo co podłączyć. Inaczej płacisz za dojazd, a i tak ustalamy zakres i kolejne kroki mailem.
Cały proces od kompletnego briefu do publikacji strony firmowej liczę w dniach i tygodniach, nie w kwartale warsztatów. Opóźnienia biorą się z czekania na zdjęcia i akceptację, nie z braku tablicy w biurze. To też uczciwie wpisuję w maila na starcie.
Akceptacja tekstów i wizualizacji
Nie publikuję tekstu, którego nie widziałeś. Dostajesz szkice do korekty: oferty, o firmie, nagłówki, CTA. Poprawiasz to, co brzmi nie po Twojemu. Ja pilnuję, żeby nie powstała strona z dwunastoma podstronami dzielnic i frazą, której i tak nie wygrasz z urzędem.
Wizualizacja to nie teatr. Pokazuję układ na kluczowych widokach, zanim zakoduję wszystko. Piszesz „to wyżej”, „to zdjęcie nie”, „formularz ma być nad mapą”. Nie ma mapy, jeśli nie chcesz telefonu na stronie. Nie ma też „zróbcie jak u konkurencji”, jeśli konkurencja ma inny model sprzedaży.
Akceptacja ma datę. Jeśli tygodniami nie ma odpowiedzi, projekt stoi. Nie doliczam milczenia jako „pracy w toku”, ale też nie trzymam slotu w nieskończoność bez słowa. Wystarczy mail: „wracam w piątek”. To więcej niż status w panelu, którego nie otwierasz.
Po publikacji zmiany też idą mailem. Nowy cennik, nowe zdjęcie realizacji, inny adres skrzynki. W opiece to standard. Nie wysyłam Cię do kursu CMS. Szczegóły zakresu są na ofercie stron i przy pełnej opiece: zmiany z maila, serwer, poczta, SSL, kopie, monitoring
Jeśli potrzebujesz sklepu, akceptacja obejmuje też stawki VAT, koszty dostawy i to, które SKU startują. Nie odpalamy reklam w dniu publikacji. Najpierw organika i poprawny katalog, o czym piszę przy cenie sklepu
Telefon zwrotny z numeru prywatnego
Na lebmajster.pl nie ma numeru do kliknięcia. To decyzja, nie zapomnienie. Nie buduję wizytówki w mapach na moją agencję, bo nie obiecuję klientom rankingów map z powietrza. Kontakt do mnie jest mailem i formularzem. Do Twojej firmy na Twojej stronie możesz mieć telefon, jeśli tak sprzedajesz. To Twoje NAP, nie moje.
Gdy temat nie mieści się w mailu, na przykład skomplikowana poczta przy zmianie serwera albo spór co zostaje z układu przeniesienie wyglądu i treści na nowy silnik, umawiamy rozmowę. Dzwonię z numeru prywatnego. Widzisz nieznany numer z Warszawy, bo tak to wygląda. Możemy ustalić godzinę, żebyś nie brał połączenia na budowie.
Nie prowadzę supportu głosowego „zadzwoń, jak coś”. Głos ginie. Mail zostaje: co zmienić, do kiedy, ile to wchodzi w opiekę. Telefon jest do odblokowania decyzji, nie do zgłaszania każdej literówki.
Jeśli ktoś wymaga, żeby wykonawca miał infolinię i opiekuna klienta, nie jestem tym wykonawcą. Jeśli chcesz pisać, gdy jest zmiana w ofercie, i dostać stronę bez nauki panelu, ten model jest dla Ciebie.
Kiedy naprawdę jadę
Jadę, gdy zdjęcia z telefonu kłamią, a odbiór materiału na miejscu skraca tydzień maili. Albo gdy trzeba zestawić skrzynki, a nikt po Twojej stronie nie siądzie do DNS. Albo gdy wspólnie oglądamy starą stronę na Waszym komputerze, bo „u nas działa inaczej”. To wyjątki.
Warszawa jest bazą, więc dojazd po stolicy jest prostszy niż do Grójca w szczycie. Nie znaczy to, że Piaseczno dostaje inną stronę niż Siedlce. Znaczy, że logistyka wyjątku jest inna. Ceny wdrożenia nie mam uzależnione od kodu pocztowego. Uzależniam od zakresu.
Nie jadę na spotkanie sprzedażowe „na kawę”, żebyśmy się polubili. Oferta i realizacje są w sieci. Jeśli po mailu nie ma chemii albo zakresu, lepiej nie jechać. Szanujemy czas: Twój na zleceniach, mój przy wdrożeniu kolejnej strony.
Po publikacji też nie przyjeżdżam co miesiąc „sprawdzić stronę”. Sprawdzam PageSpeed, Search Console i zgłoszenia z maila. Wyjątek: awaria, której nie da się zamknąć bez wizyty, albo odbiór większej przebudowy, gdy sami chcecie pokazać materiał na hali. Wtedy ustalamy termin, nie dyżur w biurze.
Jeśli jesteś poza Mazowszem, nadal możemy pracować. Ten wpis jest o Warszawie i województwie, bo stąd biorę większość rozmów. Zasada ta sama: mail, akceptacja, dojazd tylko gdy zadanie tego wymaga. Nie buduję osobnych ofert-miast. Buduję jedną współpracę i fakty w treści, gdy coś naprawdę różni Radom od południa stolicy.
Wyjątek dojazdu nie zmienia Wycena z oferty. Zmienia kalendarz: jeden dzień na miejscu zamiast trzech maili o kablu, którego na zdjęciu nie widać. Jeśli da się to zamknąć zrzutem ekranu i hasłem do rejestratora, zostajemy przy mailu i dostępach. Szczegół współpracy przy stronie jest też na stronie Mazowsza: region w copy, nie lista klonów.
Na Mazowszu współpraca mailem wygrała z biurem nie dlatego, że „tak się teraz robi”. Dlatego, że Twój dzień i tak jest w terenie albo na hali. Brief z Radomia o 21:00 jest lepszy niż warsztat w centrum Warszawy o 11:00, na który i tak byś się spóźnił. Siedlce, Piaseczno, Grójec: ten sam mechanizm. Ja jestem przy laptopie w Warszawie. Ty jesteś tam, gdzie firma. Strona powstaje w mailu, nie na parkingu pod coworkiem.
Gdy już opublikujemy, nic się w tym modelu nie psuje. Zmiana cennika, nowe zdjęcie, inny tekst na pierwszym ekranie. Piszesz. Ja wdrażam. Telefon zwrotny zostaje wyjątkiem na pocztę i DNS, nie kanałem „czy może Pan przesunąć logo o dwa piksele”. Tego się trzymam, żeby 2 za stronę miały pokrycie w czasie, a nie w dojazdach.
FAQ
Czy muszę mieć siedzibę w Warszawie, żeby zamówić stronę
Nie. Wystarczy mail i materiały. Pracuję z Warszawy, obsługuję firmy z Mazowsza i dalej. Radom, Siedlce, Piaseczno czy Grójec nie wymagają biura po Twojej stronie. Dojazd ustalamy tylko gdy zadanie tego wymaga, na przykład odbiór zdjęć albo poczta przy serwerze. Wycena 1 200, 2 000 zależy od zakresu, nie od miasta w stopce.
Dlaczego nie ma telefonu na Twojej stronie
Bo nie prowadzę infolinii i nie obiecuję map na dane, których nie publikuję. Piszesz przez formularz albo mail. Gdy rozmowa jest potrzebna, dzwonię z numeru prywatnego w umówionym oknie. Na Twojej stronie możesz mieć telefon, jeśli tak pracujesz z klientami. To Twoja decyzja o danych, nie warunek współpracy ze mną.
Ile trwają poprawki, gdy jestem w terenie cały dzień
Piszesz, gdy masz chwilę. Ja wdrażam w kolejce opieki, nie czekam aż „wpadniesz po pracy do panelu”. Zwykle drobna zmiana wchodzi w najbliższych dniach roboczych, nie w tej samej minucie. Jeśli coś pali się operacyjnie, na przykład zła cena albo martwy formularz, oznacz to w tytule maila. Wtedy to nie jest kolejka kosmetyczna, tylko awaria.
